ill title Wspomnienia Wandy Wędzik (z domu Dudek) z Dulczy Wielkiej cz.2 - "CZŁOWIECZY LOS"


Wanda Wędzik z domu Dudek

Pamiętam, jak mój tato, Andrzej Dudek, opowiadał nam jak wyglądała Dulcza Wielka, kiedy powstawała. Tata dużo rozmawiał z sąsiadem - Tomaszem Wolakiem, który był sędziwym staruszkiem - liczył wówczas 101 lat. Kiedy zmarł byłam małą dziewczynką. Pan Tomasz mówił, że jego ojciec mu opowiadał o tym, że w Dulczy było kiedyś tylko 5 domów na starej wsi. Były to budynki bez okien, mające tylko drzwi wejściowe. W ich wnętrzu na środku znajdowało się palenisko. Tak naprawdę nie wiadomo skąd przywędrowali do Dulczy jej późniejsi mieszkańcy. Pewnym jest tylko fakt, że byli to ludzie wędrowni. Czym się żywili? Na polach i lasach było wówczas dużo zwierzyny i ptaków, na które polowali, a następnie spożywali.

Z biegiem lat ludzi przybywało. Pomału zaczęli osiedlać się na końcu wsi. Zajmowali się uprawą roli. Pierwszym pługiem do orania ziemi, jaki pojawił się w Dulczy była "socha". Ludzie nie mogli się nadziwić, że tym można orać ziemię. Pracującego rolnika przyszła oglądać "cała" wieś. Jak się okazało całkiem duża rzesza ludzi.

Wtedy to we wsi wybuchła straszna choroba - cholera - która zdziesiątkowała ludność. Mieszkańcy Dulczy uciekali do lasu, aby tam schronić się przed śmiercionośną chorobą. W popłochu grzebali zmarłych w sosnowym lasku koło Władysława i Stefanii Majków. Stał się on cmentarzyskiem i miejscem spoczynku ludzi zdziesiątkowanych przez cholerę. Kiedy dokładnie to się działo, nie wiem, ale myślę, że jakieś 200 lat temu, albo i nawet więcej.

Pamiętam także stary, drewniany barak, który służył mieszkańcom Dulczy za kościół. Stał on blisko rzeki tuż obok obecnego kościoła. Pamiętam jego wnętrze. W środku stał tylko ołtarz służący kapłanowi do odprawiania Mszy Świętej. W miejscu podłogi wysypany był żółty piasek. Nie było w nim również ławek, ani krzeseł, ale ludzie stali po kostki w tym żółtym piachu i modlili się o lepszy kościółek.


Prowizoryczny kościółek w Dulczy Wielki wybudowany po II wojnie, stan z roku 1950. Zdjęcie wykonał Józef Cichoń s. Wawrzyńca (*1924) z Żarówki.

Wiem, że duże starania o wybudowanie kościoła z cegły poczynił mój dziadek, Błażej Warias, który wówczas był sołtysem. Pomagał w załatwianiu różnych spraw, a przede wszystkim w uzyskaniu pozwolenia na budowę kościoła z cegieł.

Budyneczek koło kościoła podzielony był na dwie części. W jednej połowie był sklep, w którym sprzedawała Pani Helena Dysku. W drugiej połowie znajdowała się klasa do nauki religii. Pamiętam dobrze księdza Kalinowskiego, który był moim katechetą. Bardzo ciekawie opowiadał dzieciom o Panu Bogu. Słuchaliśmy go z zapartym tchem. Ksiądz Kalinowski był bardzo życzliwy dla ludzi i dobry dla dzieci. Pochodził ze Wschodu i mówił ze wschodnim akcentem.

Pamiętam jak przychodził do naszego domu po kolędzie. Wszyscy całowaliśmy go w rękę, bo tata nauczył nas, że w taki sposób oddaje się szacunek księdzu.

Pozdrawiam Księży z Parafii Dulcza Wielka, całą rodzinę Dudków, Adelę Wolak z Porąb oraz wszystkich ludzi dobrej woli.

Szczęść Boże!
Wanda Wędzik z domu Dudek, lipiec 2012

Wspomnienia Wandy Wędzik (z domu Dudek) z Dulczy Wielkiej cz.1

Wspomnienia Wandy Wędzik (z domu Dudek) z Dulczy Wielkiej cz.3