ill titleZassów - siedziba arystokratycznego rodu Łubieńskich herbu Pomian

Rodzina hr. Łubieńskich weszła w posiadanie Zasowa ok. 1870 roku. Poprzedni właściciel, hr. Kazimierz Antoni Kuczkowski (1814-1863) jeszcze w 1847r ufundował materiał, z którego zbudowano pierwszą szkołę w tej miejscowości.

W parterowym pałacu - dworze zamieszkała rodzina hr. Witolda i Elżbiety (z d. Morawskiej) Łubieńskich, którzy pobrali się w 1869r. Hrabia Witold był najstarszym synem spośród dziewięciorga dzieci hrabiego Seweryna Łubieńskiego (1811-1855), właściciela dóbr Kolano i Rudzieniec (w obecnym pow. parczewskim). Matka hr. Witolda, hrabianka Amelia Jezierska herbu Nowina, przed zamążpójściem była właścicielką dóbr Jabłoń (także pow. parczewski). Ostatnie lata życia hrabina Amelia Łubieńska spędziła w Zasowie, a pamięć o jej dobroci i przychylności dla wszystkich jest zachowana do dnia dzisiejszego.


Kolejnym właścicielem Zassowa pod koniec XIX wieku został hr. Tadeusz, jedyny syn z czworga dzieci Witolda (1841-1892) i Elżbiety (1849-1918) Łubieńskich.

*) więcej o Marii Starzewskiej www.olesnica.org - informacja od p. Katarzyny Matejek z Dębicy

Wszystkie dzieci odebrały staranne wykształcenie, chłopcy np. nauki pobierali w Krakowie w renomowanym Gimnazjum Św. Jacka, a następnie w szkołach wyższych.

Miejscowość, pałac, rodzinę i otoczenie tak opisywał najmłodszy z rodzeństwa, Konstanty, w swojej książce "Kartki z wojny":

"Zassów, ten kiedyś duży majątek o obszarze 5 000 morgów, za życia mego ojca na skutek spłat rodzinnych, szerokiej jego działalności społecznej i zniszczeń po pierwszej wojnie światowej, zmalał do 180 ha. A więc była to resztka. Na tym niewielkim obszarze mój ojciec a potem brat Alfred rozwinęli największe w Małopolsce szkółki drzew owocowych i ozdobnych oraz hodowlę róż. Bezpośrednio przed drugą wojną światową stan majątku, choć jeszcze zadłużonego, był kwitnący - co stało się w dużej mierze zasługą Alfreda.

Zassów przy tym był majątkiem o wyjątkowym uroku. Taka była powszechna opinia. Położony na wzgórku, ostatnim wzgórku podkarpackim w kierunku Wisły, posiadał bardzo rozległy (ponad 20 ha) piękny park. Obok starych buków, jesionów, lip, wierzb płaczących oraz wielu innych drzew i krzewów, rosły w nim egzotyczne okazy, jak strzeliste orzechy amerykańskie i kasztany jadalne, które o dziwo, wytrzymywały najcięższe mrozy. Drzewa rosły w grupach i pojedynczo, a między nimi rozpościerały się jak dywany, jędrne zielone trawniki. Park przecinały aleje grabowe, leszczynowe i tujowe, lecz najwspanialsza była aleja lipowa, ciągnąca się od bramy wjazdowej, strzeżonej przez dwie barokowe kolumny i skromny domek zwany stróżówką - aż prawie do samego domu.

Dom położony środku parku był duży, może dlatego zwano go pałacem. Jednak właściwie stylu pałacowego nie miał. Z zewnątrz linie architektoniczne były regularne, lecz całość przedstawiała się trochę dziwacznie. Wynikało to z dobudowy piętra przez krakowskiego architekta Stryjeńskiego, przyjaciela mego dziadka Konstantego Popiela, gdzieś w pierwszych latach XX wieku. Piętro to nasadzono na budynek bardzo stary, gdyż sięgający ponoć XVI wieku. Na szczęście nie naruszono jego wnętrza, które zachowało kilka pięknie sklepionych pokoi oraz wielki salon z belkowanym stropem. Już po wojnie, kiedy na skutek braku konserwacji zawalił się dach i część murów, ujawniły się freski jeszcze siedemnastowieczne, jak stwierdzili historycy sztuki, między innymi moja siostra dr Maria Starzewska.

Z lewej strony domu ciągnęła się prosta oficyna, niestety zeszpecona dwoma przybudówkami. Wokół domu, a także w domu było mnóstwo kwiatów. Z zewnątrz dominowały polianty, begonie i szałwie. Wewnątrz - róże i gladiole. Park przechodził w szkółki drzew i krzewów ozdobnych, w sady oraz pola róż. Szkółki drzewek owocowych były położone dalej od domu. Całość przedstawiała się przepięknie."

Hrabia Tadeusz senior Łubieński (1872-1942) był zawodowym oficerem Armii Austriackiej. Po uzyskaniu niepodległości już jako ppłk WP brał udział w wojnie ukraińskiej w 1919r (jako dowódca samodzielnego batalionu 16 pp) a następnie w wojnie z bolszewikami w 1920r. Za dowodzenie i męstwo w walce został 2-krotnie odznaczony Krzyżem Walecznych. Po odejściu do rezerwy zajął się gospodarstwem, publicystyką i działalnością charytatywną.

Wszyscy synowie zapisali w swoich życiorysach piękne karty żołnierskiej chwały. Stało się tak głównie za przyczyną pielęgnowania w rodzinnym domu patriotycznych tradycji. Kolejny fragment z książki "Kartki z wojny":

"W domu panował szczególny kult Sienkiewicza. Matka nasza zarówno czwórce starszych braci, jak i trójce młodszego rodzeństwa (dwie siostry i ja), czytała jeszcze w dzieciństwie Trylogię i Krzyżaków. Znała osobiście Henryka Sienkiewicza, który był przyjacielem jej rodziców. Zwiedzała z rodzicami w towarzystwie pisarza zabytki rzymskie, w czasie kiedy zbierał materiały do "Quo Vadis". Kult Sienkiewicza zaszczepiła swoim dzieciom. Dla Alfreda jego dzieła miały wyjątkowe znaczenie. Trylogia była dlań czymś w rodzaju Ewangelii. Na jego nocnym stoliku, obok książeczki do nabożeństwa dla żołnierzy, leżały zawsze trzy tomy tej epopei. Brat wieczorami zawsze czytywał wiele, lecz Trylogia opisująca bohaterstwo polskich rycerzy, była dla niego lekturą podstawową, do której stale wracał. Dzieła Sienkiewicza kształtowały postawę żołnierza, postawę zaczepną, ofensywną, odważną. Budziły pragnienie przygody, sukcesu, chwały."

Hrabia Witold Łubieński, zawodowy oficer - ppor. WP (04 DAK), poległ na polu chwały 28 czerwca 1920r, odznaczony srebrnym Krzyżem Virtuti Militari.

Hrabia Tadeusz junior Łubieński brał udział w wojnie 1920r. Wojnę obronną w 1939r odbył w jednostce taborowej z Bochni. Po rozwiązaniu oddziału w lasach biłgorajskich, powrócił do Zassowa. Po krótkim pobycie w obozie jenieckim, wykorzystując przedwojenne znajomości, uzyskał w Warszawie paszport włoski i legalnie opuścił kraj. Wkrótce znalazł się we Francji w polskiej 2 dywizji strzelców pieszych gen. Prugar-Ketlinga. Po klęsce Francji z częścią dywizji przeszedł na teren Szwajcarii i tam był internowany do końca wojny. Po wojnie pozostał na Zachodzie. Za zasługi bojowe por. Tadeusz Łubieński został 3-krotnie odznaczony Krzyżem Walecznych.

Hrabia Henryk Ignacy Łubieński walczył podczas wojny w 1920r. Przed II Wojną Światową pracował jako korespondent wileńskiego "Słowa" w Berlinie. W przeddzień wybuchu wojny zbiegł przez Danię do Francji gdzie również zgłosił się do dywizji gen. Prugar-Ketlinga. Po kampanii 1940 działał we francuskim ruchu oporu, między innymi organizował kanał przerzutowy przez Pireneje dla Polaków udających się tą drogą do jednostek polskich organizowanych w Anglii. Działał również na terenie Algierii. Później został attache prasowym rządu londyńskiego w Madrycie. Po wojnie pozostał na Zachodzie. Za zasługi wojenne por. Henryk Ignacy Łubieński został 2-krotnie odznaczony Krzyżem Walecznych.

Hrabia Alfred Łubieński był najbardziej "barwną" postacią z rodzeństwa. Kolejny fragment z książki:

"Urodził się w Zassowie, który kochał tak, jak chłop kocha własny kawałek ziemi. Dzieciństwo i wczesną młodość Alfred spędził częściowo w Zassowie, częściowo w Krakowie, gdzie tak jak i pozostali bracia uczęszczał do Gimnazjum Św. Jacka. Potem przyszły lata studiów uniwersyteckich na wydziale rolnym UJ. Mimo nawrotów nieuleczalnej astmy, nigdy nie prowadził życia chorego człowieka. Po studiach Alfred ożenił się z panną Celiną Raczyńską z Krakowa. Młoda para wyjechała na trzy lata do Genewy, gdzie Alfred znalazł się w klimacie sprzyjającym dla swego zdrowia i uzyskał możliwość specjalizacji w szkółkarstwie w znanej firmie Bocard. Pracując tam jako robotnik, współuczestniczył w zakładaniu parku Palais Nations oraz odbył 6-miesięczną specjalizację w hodowli róż w Wersalu. Jego żona pracowała w delegaturze Polski przy Lidze Narodów. Do kraju młode małżeństwo wróciło już z córką Teresą (*1934). Alfred stał się prawą ręką w gospodarstwie ojca, jego szefem produkcji i szybko doprowadził zakłady zassowskie do poziomu nieustępującego analogicznym ośrodkom w zachodniej Europie. Znał doskonale swój fach od strony praktycznej. Nikt w Zassowie nie umiał tak dobrze i szybko szczepić, oczkować, przycinać itd., jak Alfred. Ta umiejętność w połączeniu z ogromnym urokiem osobistym stworzyła mu szczególny autorytet, połączony z wielką sympatią współpracowników. Jego urok uzewnętrzniał się nie tylko w uprzejmości i dobrych manierach, lecz polegała na życzliwości dla każdego człowieka. Nie odprawił nikogo, kto potrzebował pomocy. Pod tym względem był nieodrodnym synem swego ojca."

Już jako 16-latek podjął próbę zaciągu do 2 pułku szwoleżerów, który kwaterował na Zakrzówku pod Krakowem. Zdecydowana interwencja matki u dowódcy pułku gen. Żaby spowodowała powrót gimnazjalisty do szkoły. Po zdaniu matury Alfred zgłosił się do 1 pułku ułanów krechowieckich, który czasowo stacjonował pod Tarnowem i już jako prawdziwy ułan walczy na frontach 1920r i po zakończeniu tej wojny wraca z Krzyżem Walecznych do domu. Ze względu na stan zdrowia nie mógł zostać zawodowym wojskowym. W 1939r wraz z grupą młodych mężczyzn z Zassowa (m. inn. Grzyb z Parkanów, którego z opresji na przeprawie promowej przez Bug wyratował por. Konstanty), usiłuje dołączyć do jakiegoś oddziału ale to się nie udaje. Na początku 1940r wraz z kuzynem Konstantym Popielem pieszo przedostają się przez Węgry do Francji. Alfred dostaje przydział do motocyklowego szwadronu zwiadowców w dywizji gen. Prugar-Ketlinga. W walkach na terenie Alzacji został ranny w nogę i dostał się do niewoli. Po kilku miesiącach został zwolniony i w listopadzie 1940r był z powrotem w Zassowie.

Wachmistrz podchorąży Alfred Łubieński zorganizował na swoim terenie Placówkę AK, wchodził w skład dębickiej Komendy Obwodu AK i kierował grupami dywersyjnymi. W pierwszych dwu latach okupacji przeprowadzono (skutecznie) kilka śmiałych akcji eliminowania konfidentów i zdrajców. Podczas Akcji "Burza" był zastępcą dowódcy III Zgrupowania AK. Po zakończeniu zaciętych walk i rozwiązaniu zgrupowania w ostatnich dniach sierpnia 1944r, postanowił pozostać w ukryciu i z trzema kolegami "zamieszkał" w kryjówce w kompleksach leśnych na wschód od Pilzna. Niestety, w dniu 09 września zginął w potyczce z patrolem niemieckim. Poległ ostatni właściciel dóbr Zassowa. Pośmiertnie został awansowany do stopnia podporucznika AK. Był 3-krotnie odznaczony Krzyżem Walecznych. Złożenie ciała w rodzinnej kwaterze na cmentarzu w Zassowie stało się możliwe dopiero w 1947r (wcześniej nowe władze nie wydawały zgody).

Hrabia Konstanty Łubieński służbę wojskową odbył w latach 1928-29 w Szkole Podchorążych Rezerwy w Grudziądzu. Studia na Uniwersytecie Jagiellońskim ukończył w 1934r z tytułem mgr praw. Zamieszkał w Warszawie i pracował w bankowości, a następnie w Ministerstwie Skarbu. W 1938 roku został mianowany na stopień porucznika, a w ostatnich dniach sierpnia 1939r otrzymał przydział mobilizacyjny z nakazem stawienia się do jednostki w Hrubieszowie. W kampanii wrześniowej dowodził plutonem strzelców konnych szwadronu marszowego w 2 psk, wchodzącego w skład brygady wołyńskiej. W trzeciej dekadzie września, po stoczeniu szeregu potyczek i mniejszych bitew z Niemcami, utracono kontakt z dowództwem brygady. W obliczu zagrożenia ze strony wojsk niemieckich i radzieckich, jednostkę rozwiązano w lasach biłgorajskich. Po krótkim pobycie w obozie jenieckim, staraniem rodziny i przyjaciół został z niego zwolniony i zamieszkał w Zassowie. Ponownie został aresztowany wraz z ojcem wiosną 1940r pod zarzutem posiadania radiostacji (ktoś złożył donos). Ojca, który był już mocno schorowanym człowiekiem, po kilku dniach zwolniono. Konstanty prawie trzy miesiące był przetrzymywany w przejściowym obozie na Kopcu Krakusa a następnie w Bronowicach. Powrócił do Zassowa dzięki ponownym staraniom rodziny i przyjaciół.

Porucznik Konstanty Łubieński czynnie włączył się do walki podziemnej. W dębickiej Komendzie Obwodu AK od początku 1942r był inspektorem wojskowej służby ochrony powstania (WSOP). W maju 1944r w trybie nagłym objął dowództwo Komendy Obwodu AK w Mielcu i został mianowany kapitanem. Jego zrównoważone i konsekwentne działanie sprawiło, że w krótkim czasie odtworzono zdolność bojową Obwodu zgodnie z wytycznymi do Akcji "Burza". Spektakularnym sukcesem organizacyjnym było m. inn. ponowne podporządkowanie pododdziału leśnego "Lisa", który przez pewien czas działał poza kontrolą. W akcji "Burza" i późniejszych działaniach, ten pododdział zaprawiony w walce z wrogiem, był główną siłą uderzeniową. Z chwilą pojawienia się wojsk radzieckich na przedpolach Mielca nie doszło do oficjalnego współdziałania (kpt. Konstanty Łubieński odmówił podporządkowania się pod PKWN - taki warunek postawił radziecki generał). Nawiązano jednak kontakt "taktyczny" i dzięki temu połączone siły bez większych strat wyzwoliły Mielec. Największy zakład, fabrykę samolotów i dalej w kierunku Cyranki atakowali partyzanci AK, uniemożliwiając wysadzenie fabryki. Wielkim sukcesem Obwodu mieleckiego było także zdobycie niemieckiego poligonu w Bliźnie i uniemożliwienie Niemcom zniszczenia urządzeń związanych z wyrzutniami pocisków V1 i V2. Przez trzy tygodnie partyzanci AK na wyzwolonym obszarze powiatu mieleckiego odtwarzali warunki do w miarę normalnego życia.

Ustabilizowanie się linii frontu pod koniec sierpnia 1944r trwające do 13 stycznia 1945r nie oznaczało normalizacji organizacyjnej na "górze". Z Komendy Głównej AK nadszedł rozkaz o ponownym zejściu do podziemia. Rozkaz ten został wykonany. Wkrótce, w dniu 18 listopada 1944r Konstanty Łubieński został aresztowany, zwolniony i po fiasku z utworzeniem 24 dywizji (AK), ponownie aresztowany w 1945r. Po kilku miesiącach ponownie zwolniony z więzienia, powrócił do Warszawy. Za okres służby Ojczyźnie, kpt. Konstanty Łubieński odznaczony został Krzyżem Virtuti Militari.

W okresie powojennym poświęcił się pracy społecznej i politycznej, zawsze pamiętając o zwykłych ludziach i występował w ich obronie. Ten okres tak skomentował we wstępie swojej książki: "Nie wycofuję się z pozycji ideowo-politycznych, do których doszedłem w okresie powojennym, pragnę, aby czytelnik widział mnie takim, jakim byłem wtedy, choćby ówczesne postawy z punktu widzenia dnia dzisiejszego mogły być oceniane jako naiwne, przestarzałe czy po prostu błędne. Tego wymaga prawda, która powinna być podstawą wszystkich wspomnień, będących jednym z głównych źródeł historii".

A w zakończeniu (chyba proroczo adresując głównie do młodych historyków): "Próbujmy ujrzeć przeszłość we właściwej perspektywie..."

Po przejściu styczniowej ofensywy do Zassowa zaczęli powracać mieszkańcy zmuszeni do ucieczki pół roku wcześniej. Rozpoczęło się porządkowanie i odbudowa chat po zniszczeniach wojennych. Do obiektów pałacowych nie miał kto wrócić. Nowe prawa stanowione przez władzę ludową wręcz to uniemożliwiały. Niewielkie uszkodzenia zostały pogłębione z biegiem czasu. Po upływie ponad 60-ciu lat widok ruin i resztek świetności posiadłości Łubieńskich, zmusza do gorzkich przemyśleń i refleksji nad siłą destrukcji, jaka drzemie w przyrodzie a zwłaszcza w ludziach, zaślepionych w nienawiści.

Jednak podczas spaceru po parku i innych miejscach, można zauważyć świeże kwiaty w miejscach związanych z rodzina Łubieńskich, a także bezinteresowną troskę mieszkańców miejscowości Zasów (nazwa zmieniona w 1975r) o utrzymanie tych pozostałości pałacowo-parkowych w przyzwoitym stanie. To dowodzi, że w pamięci zbiorowej zachowano prawdę o kilku pokoleniach żyjących tu arystokratów, którzy byli jednymi z nich; Polakami, kochającymi swoją ziemię i Ojczyznę ponad wszystko.

Opracował: Stanisław Cichoń
Grudzień 2008r.