ill titleSAMOLOT TRANSPORTOWY Ju 352 "Herkules" W JASTRZĄBCE STAREJ


Opracował: Stanisław Cichoń (*1941).

Streszczenie fragmentu książki Aleksandra Kabary p.t. "ZAPALNIK - Z walk AK i BCh na Płaskowyżu Tarnowskim w latach 1939-44" wyd. Color CB, Warszawa 1997, (stron 364).

Dzień 10 lipca 1944r. był słoneczny, upalny i bezchmurny. W pewnej chwili od zachodu nadleciały eskadry amerykańskich bombowców przelatując na niezbyt wysokim pułapie nad Jastrząbką Starą w kierunku wschodnim. Wokół nich zwinnie krążyły ubezpieczające je samoloty myśliwskie. Wywołało to olbrzymią sensację wśród mieszkańców pracujących na polach i w gospodarstwach. Dyskutowano i snuto przypuszczenia, co do celu i znaczenia pojawienia się w tym rejonie tak dużej ilości alianckich samolotów. Niektórzy wręcz przypuszczali, że w Polsce zostanie wysadzony desant aliancki. Po pewnym czasie powracające eskadry samolotów amerykańskich pojawiły się lecąc tym samym korytarzem w kierunku na zachód. Nagle, na bardzo niskim pułapie pojawił się od strony Róży olbrzymi niemiecki samolot transportowy Junkers, lecący podobnym kursem. Natychmiast dopadły go nad polami "Bartkówki" dwa myśliwce amerykańskie celnie trafiając z broni pokładowej. Transportowiec zaczął się palić, silniki zaczęły odmawiać posłuszeństwa i maszyna lecąc łukiem w prawo zaczęła szybko zniżać swój lot. Niemiecki samolot z otwartym podwoziem przeleciał tuż nad kominem szkoły Dolnego Końca Jastrząbki Starej, o mało nie zahaczył o kalenicę stodoły, (własność Pawła Kapustki, wujka autora książki - dop.S.C.), lekko musnął wierzchołki drzew i runął na ziemię wywołując olbrzymi huk. Szorując "brzuchem" po ziemi stracił dwa silniki by wreszcie po kilkudziesięciu metrach zaryć się w ziemię na "Górkach".



Ju 352 "Herkules"


Jeden z członków 4-osobowej załogi samolotu wyskoczył (lub wypadł) na kryty słomą dach stodoły, po którym stoczył się na ziemię. Ponieważ zdarzenie było obserwowane przez setki ludzi, pomoc była natychmiastowa. Niemiec, który wyskoczył i spadł z dachu nie dawał oznak życia. Był mocno przypalony ogniem i poobijany.

Pilot samolotu wyskoczył z niego w chwili, gdy kadłub zaczął "szorować" po ziemi. Był ciężko ranny z oparzeniami kończyn głowy i piersi. Jęczał z bólu i prosił o pomoc.

Dwaj pozostali członkowie załogi samolotu wyskoczyli z niego dopiero w chwili, gdy kadłub zarył się w ziemię. Byli lekko poturbowani i poparzeni. Na widok nadbiegających ludzi ukryli się w łanie żyta. Widząc dzieci, które pierwsze dobiegły do wraku, wyszli im na spotkanie. Po chwili byli przy nich ksiądz katecheta Józef Bodura i nauczyciel Wincenty Kośmider.

Widok rannych i bezbronnych wrogów spowodował, że mieszkańcy Jastrząbki Starej zapomnieli o nienawiści, natychmiast przystąpili do udzielania im pomocy medycznej, szczególną troską otaczając ciężko rannego pilota. Członkinie konspiracyjnej drużyny sanitarnej "Zielonego Krzyża" z nauczycielką Stefanią Chysz ps."Matka" - "Poziomka" na czele, udzieliły pierwszej pomocy poszkodowanym. Ciężko rannego przewieziono furmanką odpowiednio przygotowaną do lekarza Tadeusza Kowarzyka (uciekiniera ze Lwowa), mieszkającego u Józefa Wójcika na Górnym Końcu. Po zaaplikowaniu lekarstw pilot został odwieziony przez Stanisława Madurę do przychodni lekarskiej w Czarnej, o czym powiadomiono komendanta posterunku policji - Schwedo.

Dwaj lekko ranni członkowie załogi postanowili udać się do st. kolejowej w Czarnej. Przed wyjazdem podstawioną furmanką, wydali polecenie sołtysowi wystawienia (do odwołania) warty przy wraku samolotu. Zabity Niemiec był, jak się okazało, kuzynem jednego z ocalałych członków załogi. Po zabraniu dokumentów i osobistych drobiazgów poległego - odjechali, dziękując za troskliwą pomoc. W dwie godziny po ich odjeździe przyjechał wojskowy samochód po zwłoki zabitego żołnierza.

Miejscowi partyzanci byli mocno zainteresowani uzbrojeniem samolotu. Późną nocą upozorowali napad i po ucieczce "wartowników" spenetrowali wnętrze transportowca, który wykonywał kolejny rejs wahadłowy na trasie Niemcy - Rzeszów, przewożąc ewakuowany sprzęt i narzędzia mechaniczne. Z uzbrojenia nadawał się do użytku tylko jeden karabin maszynowy z nadpaloną kolbą - został więc zdemontowany i ukryty. Obawy, że będą z tego powodu kłopoty, okazały się jak na razie, bezpodstawne. Niemcy zupełnie zapomnieli o samolocie - rozbitym wraku!

Odzyskany karabin maszynowy został użyty (nieskutecznie) po 21 dniach od tego zdarzenia przez st. strz. Władysława Ćwiok s. Floriana, ps. "Kula" w okolicznościach opisanych w rozdziale VI "Akcja Messerschmitt".

Streszczenia dokonał: Stanisław Cichoń, Kłodzko

Autor książki - Aleksander Kabara s. Pawła urodził się w Jastrząbce Starej w 1926r. Ukończył Szkołę Mechaniczną w Dębicy w 1943r. Od czerwca 1943r. był żołnierzem - strzelcem ps. "Grom" 1 plutonu AK Placówki Zassów - "Zapalnik". W kwietniu 1945r. wstąpił ochotniczo do Wojska Polskiego. W czasie 36 letniej czynnej służby w wojskach inżynieryjnych (saperskich) dowodził pododdziałem, oddziałami i jednostkami inżynieryjnymi, m.in. 1 Warszawską Brygadą Pontonową w Brzegu n. Odrą. Dowodził nimi także podczas akcji rozminowania, przeciwpowodziowych i przeciwlodowych oraz przy budowie dróg i mostów - na rzecz społeczeństwa i gospodarki narodowej. W 1960 r. ukończył Politechnikę Warszawską (Wydział Komunikacji). Płk mgr inż. Aleksander Kabara zakończył zawodową służbę wojskową w 1980r. Żołnierzem zawodowym był również jego brat - płk dypl. Walerian Kabara. Autor zbierał materiały do swojej książki od 1974r. w formie wspomnień pisemnych, pamiętników i zapisów rozmów z uczestnikami wydarzeń okupacyjnych na terenie gminy Czarna i Zassowa. Posiłkował się innymi wydawnictwami o podobnej tematyce, m.in. książką "Gdzie Karpat progi" autorstwa Antoniego Stańki, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1984 i 1990r. Pierwsze opracowanie w niewielkim nakładzie, w 1994r. zostało udostępnione żołnierzom Placówki AK Zassów, niektórym instytucjom lokalnym gmin Czarna, Żyraków i Dębica oraz innym osobom w celu zebrania uwag. W efekcie tych wszystkich zabiegów powstała książka - dokument historyczny, który czyta się jednym tchem. Książka ta oddaje wiernie obyczaje i ludzkie zachowania tamtych lat, będących wielkim sprawdzianem patriotyzmu i człowieczeństwa. Jest hołdem i wyrazem uznania dla żołnierzy - partyzantów walczących z niemieckim okupantem o wolność i godność.

Moja wieś - Żarówka jest wspomniana tylko fragmentarycznie (inna gmina, inny powiat), ale nie stanowi to przeszkody, aby "zza miedzy" pasjonować się z dokonaniami i życiem sąsiadów z południowej strony.

W książce i streszczeniu używane są nazwy historyczne miejscowości, obowiązujące do 1975r. Obecne nazwy to: Stara Jastrząbka (dawniej Jastrząbka Stara), Nowa Jastrząbka (dawniej Jastrząbka Nowa), Zasów (dawniej Zassów), Stary Jawornik (dawniej Jawornik Stary).

Z książką zapoznałem się dzięki uprzejmości Pani Smagacz, wdowy po Antonim Smagaczu (1922-2001), ps. "Laska", strzelcu drużyny "Olszyny" BCh w Jastrząbce Starej, mieszkańca Złotego Stoku od 1945r.

Stanisław Cichoń


Zobacz również:
Zrzut broni - opracowanie na podstawie książki Aleksandra Kabary p.t. "ZAPALNIK ..."
Lądowanie samolotu Messerschmitt Bf 109E - opracowanie na podstawie książki Aleksandra Kabary p.t. "ZAPALNIK - Z walk AK i BCh na Płaskowyżu Tarnowskim w latach 1939-44" wyd. Color CB, Warszawa 1997, (stron 364)
Wywiad z Władysławem Kużdzałem - Żarówka 1939-45
Wywiad z Władysławem Kużdzałem - Sosnowa 1945