ill titleZRZUT BRONI - "Papuga 2" - 1944r


Opracował: Stanisław Cichoń (*1941).

Streszczenie fragmentu książki Aleksandra Kabary p.t. "ZAPALNIK - Z walk AK i BCh na Płaskowyżu Tarnowskim w latach 1939-44" wyd. Color CB, Warszawa 1997, (stron 364).

W lipcu 1944r. pododdziały Armii Krajowej Obwodu Dębickiego liczyły ok. 5.000 żołnierzy, wchodzących organizacyjnie w skład 5 pułku strzelców konnych AK. W skład tego pułku wchodzili partyzanci z następujących placówek: Brzezny, Dębica, Korzeniów, Łączki Kucharskie, Pilzno, Ropczyce, Sędziszów i Zassów. Składy osobowe poszczególnych pododdziałów były dobrze wyszkolone i dowodzone przez doświadczoną kadrę podoficerską i oficerską. Jedynym mankamentem było słabe uzbrojenie. Placówka AK Zassów - "ZAPALNIK" (obejmująca swoim zasięgiem działania od strony północnej wioski: Zassów, Róża, Przeryty Bór, Jastrząbka Str. i Podlesie oraz pozostałe miejscowości gminy Czarna), otrzymała wiosną 1944r. zadanie przyjęcia zrzutu uzbrojenia i sprzętu, celem zabezpieczenia realizacji Planu "Burza". Operacja zrzutu pojemników na spadochronach otrzymała kryptonim "Papuga 1". Termin zrzutu miał być podany drogą radiową z rozgłośni londyńskiej poprzez ogłoszenie specjalnego sygnału - w tym przypadku była to melodia oberka, z ogłoszeniem na jej zakończeniu hasła: "Papuga 1". Na teren zrzutu wybrano obszar Wielkich Łąk w Jastrząbce Starej. Rekonesans przeprowadził wachm. pchor. Alfred Łubieński ps. "Iwo" z Zassowa.

wachm. pchor. Alfred Łubieński ps. 'Iwo' z Zassowa.

W ramach przygotowań do tej operacji wykonano szereg skrytek i prawdziwy magazyn (schron) na przechowanie przyjętego zrzutu mienia wojskowego. Przeszkolono ludzi z podziałem na odpowiednie grupy sygnalizacyjne i transportowe. Umówiony sygnał - melodia oberka z hasłem został odebrany w dniu 12 maja 1944r. o godz. 17:45. Natychmiast ogłoszono alarm dla wyznaczonych zespołów. Powtórzenie tej samej melodii i hasła o godz. 20:00 sygnalizowało, że samolot z ładunkiem wystartował - oznaczało to zbiórkę ludzi i środków transportu w wyznaczonych miejscach. Po raz trzeci odebrano melodię z hasłem o godz. 22:00, potwierdzało to, że lot jest kontynuowany w kierunku wyznaczonego celu. Od tego momentu wszyscy zaangażowani w zabezpieczaniu tej operacji byli w pełnej gotowości na wyznaczonych stanowiskach. O godz. 23:00 usłyszano i wkrótce zobaczono nadlatujący od zachodu samolot. Światła sygnalizacyjne zostały zapalone i czekano w napięciu na potwierdzający sygnał z samolotu, ten jednak kontynuował lot w kierunku wschodnim i wkrótce zniknął za horyzontem. Operacja zrzutu nie została zrealizowana. W sprawozdaniu po zakończonym locie bojowym, nawigator por. pil. W. Krzywda zanotował: "Nad Plac. 224 (Warta) 00:14 - 00:46, nad 226 (Papuga) 01:28 - 01:48, brak sygnałów" (Z książki Jędrzeja Tucholskiego "CICHOCIEMNI" wyd. III uzup. Str. 488, Instytut Wydawniczy "PAX", 1988r.). Z pewnością sprawa ta była analizowana na wszystkich zainteresowanych szczeblach. Najbardziej zawiedzeni byli żołnierze Placówki "ZAPALNIK". Większość ze stanu 150 partyzantów ze wsi Jastrząbka Str. nie posiadało żadnego uzbrojenia. Niewielkie ilości produkowanych chałupniczo "samopałów" przez rusznikarzy w Przerytym Borze, Borowej i Czarnej były kroplą w morzu potrzeb.
Duże zasługi w "dozbrajaniu" pododdziału mieli bracia Smagaczowie z Jastrząbki Str., absolwenci Szkoły Mechanicznej w Dębicy. W latach 1941-44 pracowali w zakładach niemieckiej "Zbrojowni" przy ul. Rakowieckiej w Krakowie, skąd z narażeniem życia "przemycali" potrzebne części i materiały do produkcji broni oraz innego zbrojenia.

Bolesław Smagacz ps." Motyl" i Antoni Smagacz(1922-2002) ps. "Laska" byli doskonałymi konstruktorami i "producentami" tak potrzebnej broni. O baj byli strzelcami drużyny "Olszyny" Batalionów Chłopskich w Jastrząbce Str., wchodzącej w skład Placówki AK -"ZAPALNIK". Zakupy broni na "czarnym rynku" też nie stanowiły istotnego przychodu, ponadto stwarzały znaczne niebezpieczeństwo dekonspiracji, z uwagi na prowokacje stosowane przez agentów Gestapo.

Dowództwo AK zdecydowało o powtórzeniu próby dokonania zrzutu. Ponownie został przeprowadzony rekonesans z udziałem wachm. pchor. "Iwo" i wytypowano rejon zrzutu na zachodniej stronie pól Dolnego Końca Jastrząbki Str., z centrum na Wielkich Łąkach w Soszynach. Zmieniono system sygnalizacji; zamiast podpalanych pochodni i ognisk - latarki elektryczne ze światłem czerwonym oraz światłem białym. Ponownie przeszkolono wyznaczone zespoły, dopracowano organizacyjnie wszystkie elementy logistycznego zabezpieczenia. Tak jak poprzednio, oczekiwano na upragniony sygnał z BBC London.

W dniu 30 lipca 1944r. o godz. 17:45 usłyszano melodię oberka z wyraźnie, 2-krotnie powtórzonym hasłem "Szafa gra - Papuga 2". Melodia i hasło zostały nadane także o godz. 20:00 i 22:00. Już o godz. 21:00 wszystkie zespoły były na stanowiskach. Noc zapowiadała się jasna i bezchmurna. Wiał słaby wiatr wschodni. Sygnałem dla załogi samolotu miała być zapalona na ziemi świetlna strzała wskazująca kierunek wiatru w strefie przyziemnej, z reflektorem skierowanym do góry, ustawionym na ostrzu grota. Kilkunastu żołnierzy, stanowiących świetlną strzałę, trzymało w prawej ręce latarki koloru czerwonego, w lewej - koloru białego. Wszyscy wiedzieli, że samolot będzie nad celem w 2 godziny od trzeciego sygnału. Kilka minut po północy nadleciał od zachodniej strony samolot, który natychmiast zasygnalizował światłem reflektora o zauważeniu sygnału na ziemi. Maszyna dokonała manewru zwrotu nad Żarówką i Przerytym Borem i rozpoczął się zrzut pojemników na spadochronach o białych czaszach. Samolot jeszcze dwa razy dokonywał nawrotu i zrzucał kolejne partie zasobników. Widok był fantastyczny: w powietrzu unosiły się szybko opadające ładunki w kształcie cygara, dokładnie w zaplanowany rejon. Po zakończeniu zrzutu samolot dał sygnał światłem reflektora i pożegnalnie "pokiwał" skrzydłami. Odleciał w kierunku południowo zachodnim. Teraz rozpoczęła się ciężka praca załadunku pojemników na przygotowane furmanki. Kilka ładunków wpadło do wypełnionego wodą rowu melioracyjnego, kilka czasz nie wytrzymało obciążenia i pojemniki zostały uszkodzone. Pojemniki zawierające broń były b. ciężkie, do ich przenoszenia potrzebnych było 8 ludzi. Transport (parokonne furmanki), pochodził z majątku Łubieńskich z Zassowa - 4 szt., ze wsi Borowa - 4 szt. oraz z plebani z Jastrząbki Str. - 1 szt.

W sumie uzyskano ze zrzutu 22 pojemniki zawierające broń angielską, w tym: ręczne karabiny maszynowe t. Bren, pistolety maszynowe t. Sten, granatniki przeciwpancerne t. Piat wz. 43. Ponadto: radiostacje, amunicja, granaty ręczne, pistolety, materiały wybuchowe (plastyk), mundury.


Na zdjęciu zrzutowa radiostacja AP5. Zaprojektowana latem 1943r przez polskiego przedwojennego krótkofalowca (znak wywoławczy TPAX) - inż. Tadeusza Heftmana.
Foto ze strony: historia.spdxc.org.pl[dop. S. C.].

Uzbrojenie i materiały zostały posegregowane i przewiezione do majątku w Zassowie (3 furmanki), do zabudowań St. Gadacza (rusznikarza) w Borowej (2 furmanki z uszkodzoną bronią), do magazynu (schronu) w lesie "Płonica" przy wzg. 229,1 (pozostałe furmanki). Przed świtem, wszystkie transporty silnie ubezpieczane, przemieszczając się drogami polnymi i leśnymi, szczęśliwie dotarły do miejsc przeznaczenia. Zasadniczą część uzbrojenia w leśnym magazynie przejął por. Stanisław Jabłonowski ps. "Dąb" z Przyborowa - dowódca zwiadu konnego.

W dniu 05 sierpnia 1944r. wyznaczeni do Akcji "Burza" żołnierze Placówki AK - "ZAPALNIK" w sile 150 ludzi, wzmocnieni 80-cioma tragarzami, przetransportowali całość uzyskanego uzbrojenia i sprzętu do rejonu III Zgrupowania AK w Gołęczynie ( kilka km na wschód od Pilzna). W tamtym rejonie, w dniach od 9 do 23 sierpnia 1944r. żołnierze III Zgrupowania AK stoczyli szereg potyczek i walk z wojskami niemieckimi. Zastępcą Dowódcy III Zgrupowania był wachm. pchor. Alfred Łubieński ps. "Iwo" . Dowódcą 2. kompanii był ppor. Jan Kuta ps. "Rudolf" (nauczyciel z m. Dąbie), zastępcą dowódcy 2 k był ppor. Marian Potoczek ps. "Piotr" (nauczyciel z m. Mokre), szefem kompanii był sierż. Stanisław Ćwik ( z m. Jaźwiny). Obowiązki st. sanitariusza pełnił sierż. Stanisław Mysona ps. "Słonecznik" (z m. Borowa). Dowódcą 1pl "Jastrząbka" 2 k był por. art. Henryk Gadomski ps. "Cis". Dowódcą 2 pl "Borowa" 2k był ppor. Ludwik Bieniasz ps. "Radlicz"(z m. Borowa). Dowódcą 3pl "Czarna" 2k był ogniomistrz Kazimierz Szynalski ps. "Mit".

Streszczenia dokonał: Stanisław Cichoń
Kłodzko

Kilka zdań komentarza osobistego:

Podczas lektury tej pasjonującej książki wielokrotnie byłem zaskakiwany pewnymi faktami, do których wcześniej nie przywiązywałem większej wagi. W opisie przyjęcia zrzutu jest tylko zapis, że spadochrony były koloru białego. Mogę dodać, że była to tkanina jedwabna i wiem to nie z Internetu (o dziwo!) ale przypomniałem sobie scenę w domu w Sosnowie, kiedy to moja matka w kilka lat po wojnie, wyjęła z komody dosyć sporych rozmiarów kawałek śnieżnobiałej cienkiej, błyszczącej tkaniny i zastanawiała się czy będzie z tego ładna bluzka. Nie dowiedziałem się wtedy nic o zrzucie broni w pobliżu Żarówki, ale jedynie to, że jest to materiał b. mocny, z naturalnego jedwabiu ze spadochronu z okresu okupacji.

Wnikliwy czytelnik książki może się zastanawiać, jak to możliwe, że kilka km od ruchliwej trasy Tarnów-Mielec mogła przebiegać spokojnie, wielogodzinna akcja przyjmowania zrzutu alianckiego. Obecnie taka sytuacja jest mało prawdopodobna, wtedy, jak pokazała historia, były to fakty częste w tamtym rejonie. Z moich wakacyjnych wspomnień z Żarówki pamiętam,że każda niedzielna wyprawa do kościoła w Zdziarcu oznaczała parokilometrową wędrówkę po grząskim piasku i praktycznie skarpetki i buty zakładano dopiero przed wejściem do kościoła. Droga biegnąca przez wieś Żarówka, to wstęga białego piasku z głębokimi koleinami kół furmanek. Niektórzy gospodarze żartowali, że wracając z targu w Radomyślu, z chwilą zjazdu z szosy tarnowskiej, mogli spokojnie uciąć sobie drzemkę do momentu zatrzymania furmanki. To oznaczało, że koń doprowadził pojazd jak po szynach, do domu. Krótko mówiąc, był to teren bardzo trudny dla pojazdów mechanicznych. Nieprzypadkowo karna ekspedycja z udziałem kpt. Wernera poruszała się na pojazdach gąsienicowych. W ubiegłym roku byłem tylko kilka godzin w rodzinnej wiosce i stwierdziłem ze zdziwieniem, ze piasek ... zniknął! Droga jest asfaltowa (szkoda, że nie ma przynajmniej jednego chodnika dla pieszych), ale piasku nie ma również w miejscach gdzie dawniej na pewno był. Można śmiało powiedzieć, że tereny wiejskie pow. mieleckiego i dębickiego do lat 50-tych ubiegłego stulecia były obszarami nie dotkniętymi piętnem cywilizacji. Ludzie żyli w warunkach skrajnie prostych, bez energii elektrycznej (elektryfikacja Żarówki nastąpiła dopiero w 1963r.!). Murowane domy były niesłychaną rzadkością. Te surowe warunki egzystencji, bezpośredni kontakt z naturą i pięknem przyrody, wykształciły pewien specyficzny klimat kulturowy, który reprezentują żyjący tam ludzie i mam nadzieję, ich potomkowie, którzy wyemigrowali w inne strony świata. Atmosfera tamtych obyczajów i ludzkich postaw jest świetnie nakreślona w książce Aleksandra Kabary. Po jej lekturze zrozumiałem, dlaczego mój ojciec bardzo często powracał we wspomnieniach do lat swojej młodości i niepowtarzalnego uroku rodzinnych stron.

W książce nie ma żadnej wzmianki o systemie nasłuchu polskojęzycznych audycji rozgłośni londyńskiej. Przypomnę tylko, że podczas okupacji był absolutny zakaz posiadania odbiorników radiowych. Można domniemywać, że "centrum" nasłuchowe znajdowało się w majątku Łubieńskich w Zassowie a także w leśniczówce Henryka Gadomskiego w Osicu. Nie wykluczony jest również nasłuch przez zwykłych mieszkańców, posiadających ukryte odbiorniki detektorowe. Taki prosty, mały odbiornik, nie potrzebujący żadnego zasilania, posiadał mój ojciec. Słuchawki położone na talerzu zapewniały komfortowe słuchanie audycji przez kilka zaufanych osób. Przed wojną i podczas okupacji ilość stacji radiowych w Europie była znikoma i co dziwne, wszystkie były odbierane b. dobrze.

Stanisław Cichoń, 07.03.2005r.


Zobacz również:
Lądowanie samolotu Ju 352 "Herkules" - opracowanie na podstawie książki Aleksandra Kabary p.t. "ZAPALNIK ..."
Lądowanie samolotu Messerschmitt Bf 109E - opracowanie na podstawie książki Aleksandra Kabary p.t. "ZAPALNIK ..." Z walk AK i BCh na Płaskowyżu Tarnowskim w latach 1939-44" wyd. Color CB, Warszawa 1997, (stron 364)
Wywiad z Władysławem Kużdzałem - Żarówka 1939-45 ->
Wywiad z Władysławem Kużdzałem - Sosnowa 1945 ->