ill titleObrzędy weselne - ze wspomnień Anny Drąg

Nasza Gazeta, nr 7 (13), kwiecień 2007.

Za czasów mojej młodości tak wyglądały obrzędy weselne: panna młoda była ubrana w białą suknię, na głowie miało bardzo długi welon. Tuż za panną młodą niosły go dzieci lub pierwsza druhna. Wianek na głowie musial być z mirtu, na welonie powinny być poprzypinane gałązki mirtowe. Zaznaczam, gdy panna młoda nie miała wianuszka z mirtu, to takie kumy weselne szeptały, że panna młoda jed podejrzana.

Dalej była wyizna od panny młodej. najpierw pierwsza druhna miała przemowę dla państwa młodych. Oto przyśpiewki, jakie ułożyłam. Śpiewałam je przed wyjazdem:

Rano słońce wstało
A wieczór zachodzi
Dziś nasza Marysia
Do ślubu wychodzi.
W tym domku rodzinnym
W którym się chowała
Dziś błogosławieństwo
Na ślub będzie brała.
Żegnaj że ją matko,
Ty rodzino droga
Proście dla niej szczęścia
Najwyższego Boga.

Po odśpiewniu rodzice udzielali młodym błogosławieństwa i orszak weselny wyruszał do kościoła. W Żarowce nie było wtedy kaplicy. Jechaliśmy do Zdziarca. Nie taksowkami, tylko na wozie ciągniętym przez konie. Gdy panna młoda była z rodziny bogatej, to jechała bryczką - konie musiały być siwe. A resztę gości wiózł wóz półkoszkach ubrany. Drużbowie szukali takich woźniców, żeby umieli śpiewać. Na wozie było dwa siedziska i siedziało na nich dwóch drużbów i dwie druhny. Pierwszy drużba miał rózgę w ręku robioną ze sztucznych kwiatów. Wywijał tą rózgą i śpiewał. Niektórzy woźnicy się mijali, wszyscy chcieli jechać za panną młodą. Miałam taki przypadek, że woźnica chciał nas wyprzedzić, podjechał nasz wóz i dyszlem przebił tył półkoszka. Myśmy z tylnego siedzenia uciekli do przodu, aby dyszel nas nie dosięgnął. Nie była to zbyt bezpieczna jazda, jak był taki woźnica zwariowany.

Jechaliśmy do kościoła daleką drogę ze śpiewem na ustach. Wracając z kościoła, po ślubie, pierwszy woźnica wspólnie z państwem młodych pod Kokoszką zatrzymał orszak weselny i z czapką w ręku zbierał na bat dla panstwa młodych - taka była tradycja.

Jeszcze opiszę jedną historię. Bedąc na jakimś weselu miałam takiego szczupłego drużbę. Pomyślałam, muszę ułozyć mu jakąś piosęnkę, tak do śmiechu. Jadąc, ułożyłam (a zaznaczam, u panny młodej był bielony dom na zewnątrz). I gdyśmy wjechali na podwórko do bramy panny młodej zaśpiewałam:

U tej naszej panny młodej
Bielona ściana
Jak mnie drużb nie zsadzi
Nie zejda sama

Byłam pewna, że drużba mnie nie uniesie z wozu. A on mnie potrafił zsadzić!

Na każdym weselu musiały być ocepisny śpiewane. Najpierw robiliśmy kółko i w tym kółku śpiewaliśmy. Ja nie lubiłam piosenek oklepanych więc ułożyłam:

Choć Marysia z nami w kółku
I przysuchaj się cichutko
Jak my Ci tu zaśpiewamy
Wianek z głowy Ci zdejmiemy


Wianek z głowy Ci zdejmiemy
Ty go już nie będziesz miała
Boś go dzisiaj Jasienkowi
prawie za darmo dała.


Dałaś, dałaś Jasieńkowi
A nie pomyślałaś sobie
Że on wianek Twój zabierze
I nie oda nigdy Tobie.


Jakże Ty Marysiu wianek związała
Z drobniutkich różyczek uwijała Zielone listeczki łzami skrapiała.


Płakałaś Marysiu, płakałaś Ty
Bo Ci szkoda było Twojej urody
Twoja uroda z wodą połynie
Jak listek olszowy w jesieni zginie.

Zaznaczam, była 11 razy druhną. Na każdym weselu śpiewałam przyśpiewki. Do cepin przeważnie po 15 lub 20 przyśpiewek. I na każde wesele układałam na nowo przyśpiewki. Np. żenił się w Żarówce chłopiec z Rudy, a chłopcy z Żarówki nie lubili, gdy się inne wioski żenił ktoś w Żarówce. Jeszcze dodam, domy wtedy były z drzewa. Malutkie. Gospodarze taki dom ocieplali na zimę robiąc pogródke. I w wieczór chłopcy i panienki przechadzali się na cepiny i wchodzili na pogródke. Przez okna słuchali przyspiewek. Na tym weselu ułożylam piosenkę o panu młodym o nazwisku Pszczoła:

Chłopcy Żarowianie na pogródce stójcie
Jak się Ruda żeni Wy się przypatrujcie.
Wy się przypatrujcie
Z dumnymi minami
Jak się wieś zapełni
Obcymi Pszczołami.

Anna Drąg

przypisek: Serdecznie zapraszam do przesyłania opisów obrzędów oraz przyśpiewek weselnych.