ill titlePowiastki

Modlitwa o pogodę

Była słoneczna, wiosenna pogoda. Bartek wybrał ten dzień na sianokosy. Niestety następnego dnia po skoszeniu łąki zaczął padać rzęsisty deszcz. Deszcz, padał i padał bez przerwy. Bartek przez cały ten czas modlił się o słońce, żeby mógł wreszcie wysuszyć siano, ale pogody nie było. Skoszona trawa leżąca na deszczu zaczynała powoli gnić. Po kilku dniach deszczu rozżalony na niebiosa Bartek wyniósł z domu wszystkie wizerunki świętych i ułożył na podwórzu w padającym deszczu. Na pytania żony co robi i czy w głowie mu się nie pokręciło, odpowiedział: "Skoro moje siano cały czos w dyszczu leży, to i oni tyz mogą pomoknąć !"

Lata 1920-30. Źródło: Tadeusz Frankowicz. Dodano 05-01-2009.

Schowek na pieniądze

Wojtek Bartek schował pieniądze w łusce po naboju w kominie. Niestety pewnego dnia sadze w kominie zapaliły się i całe oszczędności poszły z dymem. Wojtek Bartek uratował jedynie kilka nadpalonych banknotów, które później sklejał i próbował wymienić w banku. Następną skrytką były słoje do kiszenia. Wojtek Bartek "wekował" pieniądze w słojach i zakopywał w ogródku.

Lata po II Wojnie Światowej. Źródło: Tadeusz Frankowicz. Dodano 05-01-2009.

Rower

Wojtek Bartek miał rower, w którym przednie koło było rozmiaru 26, a tylnie 28. Zapytany dlaczego nie ma dwóch jednakowych kół, odpowiadał:
"Bo na takim rowerze mom zawsze z górki ..."

Lata 1970-80. Źródło: Józeł Puła.


Kapliczka

Wojtek Bartek postanowił postawić przy drodze przed swoim domem , kapliczkę z figurką Matki Boskiej.
Kapliczka została postawiona i nie było by w tym nic dziwnego, oprócz przekonania sąsiada, które całe to przedsięwziecie skwitował:
"Zachciało się chłopu na starość, co by przed jego domem copki ściągali ..."

Lata 1970-80. Źródło: Mirosław Wnuk.


Żelazny koń

Opowieść opowiadana przez wiele osób, podaje za Wojtkiem Bartkiem.
Co świetlejsze chłopy ze Żarówki wybrały się w niedziele ogladać kolej żelazną i "żelaznego konia", aż do Czarnej. Z Żarówki bedzie to z kilkanaście kilometrów. Kmieci doszli do torów, ale siedzą wystraszeni w krzokach i wypatrują żelaznego konia. Konie nie widać, więc zaczęli jeden przez drugiego wypychać jakiegoś odważnego, żeby poszedł i się za "żelaznym koniem" rozglądnął. Prawie na stacje wjechoł długi pociąg z "żelaznym koniem" - lokomotywą. Lokomotywa huku narobiła i stoji na stacji.
Chłopy nabrali śmiałości i wyzierają co by to żelastwo i "konia" dokładnie obejrzeć. Zobaczył to maszynista. Widzi, że ludziska pierszy raz pociąg widzą, a że dowcip u niego był, więc jak nie zacznie się wydzierać na całe gardło:
"- Chłopy uciekajta, bo bede nawrocoł !"
Chłopy tylko popatrzyły jaki pociąg długi, ile trzaby placu do nawrócenia i w nogi. Tak, że jeszcze przed Żarówką patrzyli trzy pociągu gdzie za drzewami nie widać.

Koniec XIX. Źródło: Wojciech "Bartek" Cichoń.


Przekleństwo

W czasie Rabacyji Galicyjskiej chłopy podnosły ręke na Panów. To było tak, że chłopy nie szły na swoich Panów we wsi, tylko szły na inną wieś co by ich nikt nie poznoł. Także w okolicach grasowały bandy chłopskie, które łapały Panów, grabiły ich i mordowały.
Tak zamordowały Chłopy Panów w Żarówce na Ługu. Zgraja chłopów zatrzymała tam powóz uciekający podobno z Tarnowa jadący pańską drogą od Janowca. Wszystkich wyrżnięto i pochowano na Pańskich Polach.
Najbardziej jednak zapadł w pamięci chłop w Żarówki niejaki Lis, który w pogoni za Panami w jechał na koniu do kościoła parafialego z Zdziarcu. Od tego czasu na Żarówce ciąży przekleństwo, że z tej wsi nie będzie powołania kapłańskiego. Co się przewrotnie sprawdza.

Rok 1846. Źródło: Władysława Kryczka.


Jak chciano stawiać kościół w Żarówce

Ludzie chcieli wybudować kościół w Żarówce. Niejaki Puła, który miał dużo pola przeznaczył na ten cel nawet swoją ziemie.
Na budowę kościoła nie zgodził się jednak biskup. Puła postanowił, że wybierze się na piechotę do Rzymu, aby tam wyprosić pozwolenie na kościół.
Tak też się stało. Wrócił za jakiś czas nic nie zyskawszy. Swoją ziemie sprzedał czy rozdał i mieszkał od tej pory kątem u ludzi.
Za pieniądze za ziemie ufundował kapliczkę z figurą Matki Boskiej po środku wsi. Kapliczka stoji tam do dziś.

Lata 1900. Źródło: Stanisław Pryga.


Gospodarz z Żarówki

Przez półwieczem, a wówczas ciągle jeszcze żywa była tradycja ustna, przekazywana z pokolenia na pokolenie, w okolicach Lisiej Góry opowiadano o tej postaci. Miał to być rzekomo zamożny gospodarz, rodem właśnie z Żarówki, który zimą, gdy nie było pracy w gospodarce wędrował po okolicy, jako dziad proszalny. Rzecz jasna wybierał miejscowości bardzie odległe od rodzinnej wsi. Jak chce legenda został rozpoznany w Nowych Żukowicach przez parobka rodem z Żarówki.

Lata przedwojenne. Źródło: Michał Kozioł.