ill titleKolekcjonerska dusza

Autor: bakr, Korso, 29.10.2009

ŻARÓWKA. Ryszard Wnuk z Żarowki przez wiele lat gromadził sprzęt i przedmioty, którymi posługiwali się nasi pradziadkowie i prababcie. W swoim gospodarstwie stworzył swoistą izbę pamięci.

- Kolekcjonerstwo tkwiło we mnie od dziecka. Zaczynałem od zbierania pudełek zapałek, później były znaczki, najpierw te z listów odklejane, bo tylko do takich był dostęp, później zacząłem je kupować - mówi Ryszard Wnuk. - W latach siedemdziesiątych zacząłem kolekcjonować stare zegary. Miałem naprawdę sporą kolekcję, od marmurowych poprzez porcelanowe na mosiężnych z pozytywką skończywszy. Przyszedł jednak czas, że musiałem je sprzedać, bo zacząłem budować dom, a brakowało pieniędzy. Z pracy w WSK w Mielcu nie starczało na taką inwestycję, więc poszukiwało się innych środków. Do dziś zostało mi jeszcze kilka zegarów z okresu międzywojennego. Gromadziłem też świeczniki, szable czy dawne pistolety, które po części rozdałem rodzinie - dodaje.

Dla przyszłych pokoleń
Jakieś 15 lat temu zaczął zbierać starodawne przedmioty domowego użytku lub też wykorzystywane w rolnictwie, kuźniach czy stolarniach. - Zauważyłem zło, które robili złomiarze, którzy skupowali stare rzeczy i odsprzedawali je na przetop. Przez to wielu rzeczy z dawnych lat już nie spotkamy. Chciałem, aby te pamiątki przeszłości mogły oglądać przyszłe pokolenia, więc zacząłem zbierać właściwie wszystko, co wpadło mi w ręce - wyjaśnia. A to, co wpadło, można podziwiać w jego przydomowej, prywatnej izbie pamięci lub przy okazji różnych przeglądów ludowych. Jest tam sprzęt stolarski m.in. różnego rodzaju korby do wiercenia, bory, heble, topory, ośniki do korowania, ręczne piły i piłki do drewna. - Proszę spojrzeć na te piły, nazywali je moja - twoja. Jedna jest niewiele zużyta, a tej drugiej chyba połowę ubyło. Drwal musiał bardzo często jej używać. A tu taka specjalna piłka do wyrzynania ram okiennych. Z kolei ten przyrząd, który wyglądem przypomina motyczkę, a którego nazwy nie znam, służył do wstępnego wyciosywania niecek - opowiada. Jest też sprzęt kowalski: młoty, obcęgi, gwintowniki, narzynki nastawiane ręczne czy miechy.

Tym posługiwał się rolnik
W zbiorach pana Ryszarda odnajdziemy masę sprzętu rolniczego: wozy, kopaczkę konną, kierat, młocarnie, młynki do zboża, drewniane brony, pługi, kolcentę czyli wózek z do konnego pługa, koła od sieczkarni, okucia wozów, żeliwne buksa, które były przytwierdzane do kół. - Na terenach równinnych koła do wozów wykonywano ze szprychami w płaszczyźnie równoległej do obręczy, a w terenach górskich nieco pod kątem. I tak sobie kiedyś dumałem - dlaczego? Czy panowie sobie popijali przy tej robocie i tak to im jakoś krzywo wychodziło? Nic podobnego. To było specjalnie przemyślane, bo tak wykonane koła były mocniejsze na przechyłach - wyjaśnia. Nie sposób też nie zauważyć końskiego osprzętu. Są chomąta z ozdobnymi konikami z okresu międzywojennego zakładane koniom ciągnącym bryczki, ale też chomąta zakładane koniom do prac polowych wykładane w środku słomą żytnią, która dobrze wchłaniała pot i ze specjalnymi podkładami. Są także orczyki, strzemiona, uzda, wędzidła, zgrzebła, szczotki do czyszczenia koni, podkowy. - Mówi się, że podkowy przynoszą szczęście. A skąd się wzięło to powiedzenie? Może stąd, że jak koń zgubił podkowę i znalazł ją chłop to miał kawał żelaza, z którego mógł zrobić u kowala nóż, tasak, toporek albo coś jeszcze innego. Wówczas o metal nie było tak łatwo, jak teraz - stwierdza.

Wiekowe AGD
W zbiorach nie brakuje też sprzętu, którym przed dziesięcioleciami posługiwały się gospodynie domowe. Jest więc szatkownica, maszyny do szycia, dzierlice, międlice do lnu, niecki, dzieże, latarki na naftę, wrzeciona, kołowrotki, pralki ręczne (metalowe, drewniano - szklane, drewniano - metalowe) ręczny drewniany magiel i inne.

Półtora wieku historii
Najstarszym przedmiotem, który posiada Wnuk, jest dzwonek z 1847 roku z podpisem "Aleksandr Łabenkow" wykonanym cyrylicą. - Proszę posłuchać jaką on ma piękną tonację, piękny dźwięk, to musi być stop mosiądzu i srebra - prezentuje. Sporo lat już mają także figurki Matki Boskiej czy krzyż z wyrytymi na nim narzędziami tortur Jezusa i Piotrowym kogutem.

Brakuje miejsca
- O to wszystko trzeba dbać. Metalowe rzeczy trzeba konserwować. Z drewnianego sprzętu trzeba zaś robaki wyganiać. Dla pasjonata nie jest to trudne zadanie, a zarazem przyjemne. Z jednej strony chciałoby się zachować jak najwięcej, ale już z tym, co zebrałem, jest kłopot, bo brakuje odpowiedniego miejsca na przechowywanie eksponatów. Pewne rzeczy, jak maszyny do pisania, wozy czy sanie, chciałbym sprzedać. No, chyba że powstanie jakaś karczma czy kuźnia, w której można by umieścić ten sprzęt i tam ludzie mogliby go zobaczyć - zaznacza.

Kolędowe marzenie
Wśród wielości przedmiotów zgromadzonych przez pana Ryszarda, można odnaleźć również stroje kolędników: gwiazdora, króla, turonia. Zrobił je sam na spotkanie opłatkowe seniorów. Ale to nie pierwsze jego dzieła tego typu. - Pierwszą szopkę zrobiłem w piątej klasie szkoły podstawowej. Robiąc gwiazdę wykorzystałem przetak, do którego dodałem trójkątne rożki. Ta gwiazda była podświetlana świeczką. Mieszkałem wówczas na Woli Mieleckiej i w święta wraz z kolegami chodziliśmy od domu do domu. Chcieliśmy zarobić parę groszy, a to była wówczas jedyna okazja na własne pieniążki - opowiada. Będąc już dorosłym, także zdarzyło mu się wcielić w rolę kolędnika. - To było chyba w 1974 r., już w Żarówce. Decyzja zapadła dosłownie dzień przed Wigilią. Szybko zrobiliśmy gwiazdę i stroje. I po wieczerzy wigilijnej wraz z teściem, sąsiadem i szwagrami rozpoczęliśmy kolędę. Poszliśmy do pewnej staruszki, zaśpiewaliśmy kolędy, a ona, że coś nam musi za to dać. Ja zażartowałem: - Babciu, chociaż jedno jajko! A ona poszła na grzędę i to jajko przyniosła. Jak tak chodziliśmy od domu do domu, to z czasem przyłączali się kolejni chętni, tak, że pod koniec to już było nas chyba z 15 osób. Ponieważ zwyczaj mówił, że gospodarz powinien poczęstować kolędników kieliszeczkiem to pod koniec w niektórych domach kolędowało się ponad pół godziny. W Szczepana była poprawka. Teraz pan Ryszard chciałby powtórzyć takie kolędowanie, tym bardziej, że ma do wykorzystania gotowe stroje. - Chciałbym namówić starszych gospodarzy, abyśmy przeszli się w te święta po wsi, wzięli harmoszkę i pośpiewali kolędy - przyznaje. Marzy się mu też wykonanie niewielkiej szopki dla wnuczków oraz szopki obrotowej do kościoła.

bakr