Autor: Grzegorz Brożek, Gość Niedzielny - Tarnów , 1997-10-26

"BARBARA" W OGNIU WALKI

"31 października 1944, parę minut po godzinie 6.00 rano, partyzanci w liczbie około 28 żołnierzy, zostali otoczeni. Niemcy otworzyli ogień. Partyzantów padło czterech - jeden znajomy mi porucznik skoczek. Wszyscy ranni byli w nogi, wyżej kolan, w piersi i głowy..." - zanotował ks. Józef Boduch w - spisanych już po wojnie wspomnieniach. Cytowany fragment dotyczy oddziału partyzanckiego "Radomyśl", wchodzącego jeszcze miesiąc wcześniej w skład słynnego i zasłużonego dla partyzantki na terenach Pogórza batalionu AK "Barbara". Masakra OP "Radomyśl" była jednym z ostatnich epizodów działalności wyodrębnionych z "Barbary" grup i działalności AK w ogóle przed przejściem frontu. Wspomniany "porucznik skoczek" to osoba także niezwykła. Cichociemny Zbigniew Matula pochodzący z Radomyśla Wielkiego. Stąd także nazwa jego oddziału. Warto przypomnieć działalność batalionu i oddziału Matuli, bo jest to chlubna karta w księdze dziejów Wojska Polskiego.

Batalion "Barbara" powstał wraz z rozpoczęciem akcji "Burza" jako zgrupowanie większej ilości mniejszych jednostek. Realizował zadania akcji, czyli dywersje na tyłach cofającej się armii niemieckiej, w porozumieniu z nadchodzącym powoli frontem. Czas trwania akcji uzależniony był od ruchów frontu. Przed paroma tygodniami pisaliśmy o działaniach w okolicy Dębicy, które w ramach tej akcji zakończyły się już w pierwszych dniach września. 1 batalion 16 pułku piechoty AK "Barbara" był jednostką zmobilizowaną na akcję przez tarnowski obwód AK. Rozkaz mobilizacji pochodził z 4 VIII 1944 r. Koncentracja oddziałów następowała dosyć sprawnie. W sumie walczyło w nim 600 żołnierzy, którzy mieli do dyspozycji stanowczo mniej broni i amunicji, niż potrzebowali. Dla pełnej konspiracji 6 września batalionowi nadano nazwę "Barbara". Jego poszczególne jednostki w ciągu prawie 2 miesięcy stoczyły wielką ilość potyczek, zorganizowały zasadzki i wypady, a także walczyły o przetrwanie, wyrywając się z potrzasków organizowanych przez Niemców w celu zlikwidowania dającej się im we znaki partyzantki.

Żołnierze "Barbary" paraliżowali łapanki urządzane przez Niemców, jak 12 VIII 1944 r. w Ryglicach. 26 VIII natomiast w Rzepienniku Marciszewskim AK-owcom udała się akcja na oddziały hitlerowskie, których zadaniem było ściąganie tzw. kontyngentów. Pierwsza poważniejsza akcja niemiecka zorganizowana w celu zlikwidowania partyzantki odbyła się 7 IX pod Ratówkami. Walki trwały cały dzień, a "Barbara" wymknął się pod osłoną nocy, nie odnosząc żadnych strat własnych. Pluton wspomnianego por. "Radomyśla" zorganizował i przeprowadził zaś 12 września udane uderzenie na samochód pancerny na drodze Szczepanowice-Janowice. Tego samego dnia doszło do starć batalionu z oddziałami SS, policji i żandarmerii w sile trzykrotnie przewyższającej siły oddziałów AK. Walczono wtedy w rejonie Jastrzębiej, Kipsznej, Policht i Suchej Góry. Batalion prowadził także akcje na linii kolejowej Tarnów-Stróże. 14 IX przeprowadzono zamach dywersyjny na niemiecki pociąg. Okazało się jednak, że unieruchomiono inny pociąg niż ten, którego się spodziewano. Był to doskonale ubezpieczany pociąg z transportem broni pancernej. Partyzanci ponieśli znaczne straty. Niemcy w akcji odwetowej natomiast spalili 13 zabudowań w Zborowicach i zamordowali kilku mieszkańców. W końcu 25 IX batalion "Barbara" stoczył jedną z największych bitew prowadzonych przez partyzantkę na południu Polski w czasie II wojny światowej. Był to oczywiście słynny bój na Jamnej. Siły niemieckie czterokrotnie przewyższały tam stan "Barbary" przeczesując i atakując żołnierzy AK, ale i blokując wyjścia z lasu. Mimo bardzo trudnej sytuacji okrążenia, grupa Radomyśla-Matuli i parę mniejszych jednostek decydowało się nawet na wypady. W dwudniowych straciach zginęło 2 polskich żołnierzy, a kilku zostało rannych. Duże były także straty w sprzęcie transportowym. Nieprzyjaciela straty osobowe były ponad pięciokrotnie większe. Jak podkreśla się w wielu opracowaniach, zasadniczym znaczeniem tej bitwy było po raz kolejny uniemożliwienie hitlerowcom likwidacji oddziałów i zaprowadzenia porządku na linii cofającego się frontu niemieckiego. "Barbarze" po stoczonej bitwie udało się wyrwać z okrążenia, ale straty materialne (środki transportu) uniemożliwiały właściwie dalsze działanie. Dalej zatem, dla bezpieczeństwa, poszczególne oddziały - do chwili demobilizacji - prowadziły samodzielną działalność, już poza strukturami batalionu, który jako zwarta jednostka przestał istnieć. 16 pułk piechoty AK, do którego należał batalion "Barbara" został rozwiązany 22 X 1944 r.

Cichociemny Zbigniew Matula - "Radomyśl" kwaterował wtedy w Słonej k. Zakliczyna, a według innych źródeł w Brzozowej, w tym samym rejonie Suchej Góry, skąd inny oddział AK kilka dni wcześniej przeszedł w inne miejsce kwaterunku, ze względu na duże nasycenie nieprzyjacielem wspomnianego rejonu. "Radomyśl" prowadził na tamtym terenie wywiad i szkolił młodych żołnierzy. Oddział Matuli został 31 października zaskoczony przez Niemców. Zginęło czterech żołnierzy AK, w tym wspomniany na początku w relacji ks. Boducha "porucznik-skoczek" Zbigniew Matula.

Ciała zabitych żołnierzy w 1959 r. pochowano we wspólnym grobie na cmentarzu w Słonej. Przypięto też na mogile dla Matuli - jednak dopiero w latach osiemdziesiątych - znak "Cichociemnych".


Powrót | Strona domowa

Mirosław Wnuk © 2006-2003