Autor: et, Korso, 2004

IZRAELSKI MEDAL DLA MIESZKANKI DĄBRÓWKI WISŁOCKIEJ

Podczas wojny wspólnie z rodzicami Janem i Karoliną Kilianami przez kilka miesięcy z narażeniem życia ukrywała żydowskiego chłopca, a później pomagała mu przetrwać w lesie. Dzięki temu chłopiec przeżył okupację. Na uroczystość do Tarnowa Genowefa Ćwik przyjechała z mężem Józefem i burmistrzem Radomyśla Wielkiego Józefem Rybińskim. Gospodarzem uroczystości był dyrektor Muzeum Okręgowego w Tarnowie Adam Bartosz. Radca ambasady izraelskiej zwróciła się do wyróżnionej takimi słowami –Pragnę Wam podziękować za to, że w tamtych strasznych czasach, kiedy świat wokół stracił wszelkie oznaki tego co ludzkie, pokazaliście co znaczy być człowiekiem. Ja sama nie wiem czy odważyłabym się postąpić tak jak Wy. W imieniu narodu izraelskiego – dziękuję.

Choć od tamtych wydarzeń, które rozegrały się w Pniu koło Radomyśla minęło już ponad 60 lat Genowefa Ćwik dobrze pamięta zimną listopadową noc, kiedy ktoś zapukał do okna ich domu -Ja z rodzeństwem już spałam, otworzyła drzwi moja mama. W drzwiach stał żydowski chłopiec, wyglądał strasznie, wychudzony, brudny, z ranami na twarzy i rękach, ledwie trzymał się na nogach. Moja mama miała dobre serce, wiedziała czym grozi wpuszczenie go do środka, ale nie mogła mu odmówić pomocy. To był przecież człowiek. Jego zawszone i zarobaczone rzeczy poszły do prania, dostał ubranie mojego brata, jedzenie, a mama powiedziała ,,-idź spać na piec, jutro pójdziesz dalej”. Na drugi dzień uprosił moją mamę, żeby go jeszcze zostawić w domu. Strach było, ale co miała zrobić – ulitowała się nad nim. I tak został u nas tydzień, drugi tydzień, miesiąc, przyszła zima - to gdzie miał iść? Było nas w domu sześcioro rodzeństwa, miałam trzech braci i dwie siostry. Było strasznie ciężko, żeby wszystkich nakarmić, a tu jeszcze doszła jedna osoba. Chłopak zżył się z moimi braćmi, siedział w mieszkaniu, trochę w stodole, czasem w stajni, baliśmy się żeby nie wychodził na zewnątrz, żeby ktoś go nie wypatrzył u nas, bo inaczej Niemcy by nas wszystkich rozstrzelali. Nasze życie wisiało na włosku. Jak przyszła wiosna coraz częściej słychać było o paleniu domów i rozstrzeliwaniach za ukrywanie Żydów.

Chłopiec nie mógł już dłużej u nas pozostać i w maju nas opuścił. Wiedzieliśmy, że z innymi swoimi ziomkami ukrywał się w ziemiance w lesie. Dwa razy w tygodniu przychodził nocą w okolice naszego domu i wynosiliśmy mu jedzenie. Tak przetrwał w tej ziemiance trzy lata, aż do wyzwolenia. Później przez Czechy przedostał się do Izraela. Utrzymywał kontakt z naszą rodziną od czasu do czasu przysyłał listy. W Izraelu założył rodzinę ma pięcioro dzieci. Dwa lata temu, gdy w Radomyślu obchodzono rocznicę pogromu Żydów odwiedził nas z córką i obiecał, że postara się o to odznaczenie dla mnie.

Pani Genowefa to bardzo skromna kobieta. O wydarzeniach sprzed lat opowiadała chętnie, ale w całej historii nie widzi nic nadzwyczajnego. Źle czuje się w roli bohaterki i nie bardzo docierają do niej słowa ,,przecież Pani rodzina uratowała człowieka narażając się na śmierć”. Cała uroczysta oprawa wręczenia jej wyróżnienia wprawiła ją w wielkie zakłopotanie. -Po co mi to wszystko, ludzie pomyślą, że jakieś straszne nagrody dostałam, a to przecież tylko honorowy medal , nawet nie mogę przeczytać co na nim pisze...

,,Sprawiedliwy wśród narodów świata”

– odznaczenie to przyznaje Instytut Yad Vashem w Jerozolimie, wyróżniając osoby, które z narażeniem własnego życia ratowały Żydów w okresie okupacji hitlerowskiej. Do tej pory wręczono ponad 18 tysięcy medali. Od lat najliczniejszą grupę wśród sprawiedliwych stanowią Polacy – jest ich blisko 6 tysięcy. Nazwisko każdej osoby dołączającej do grona sprawiedliwych zostaje wyryte na ścianie Ogrodu Sprawiedliwych Yad Vashem w Jerozolimie.


Powrót [ Back ] | Strona domowa [ Home page ]

Mirosław Wnuk © 2006-2004