Autor: Henryk Nicpoń, Super Nowości, 2000-04-24

Lista Ziobronia


Jan Ziobroń


Wielki świat w Radomyślu Wielkim zaczyna się w budynku, gdzie kiedyś znajdował się Posterunek Milicji Obywatelskiej. Dokładnie na pierwszym piętrze, zaraz za progiem Izby Pamięci, którą zorganizował prezes Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Radomyskiej, Jan Ziobroń. Każdy kto tu wejdzie zaskoczony jest mnóstwem starych fotografii, dokumentów, kserokopii i wycinków z gazet zgromadzonych w szklanych gablotach. Dotyczą one ludzi nie byle jakich. Aby się znaleźć w którejś z gablot prezesa Ziobronia trzeba mieć radomyskie korzenie i stać się sławnym na cały świat.
Radomyśl Wielki jest jednym z najmniejszych miasteczek w Polsce. Kiedyś miał szansę stać się miastem na miarę Zamościa. Architekci wytyczyli w nim rynek wielkości niemal takiej jak krakowski. Najznakomitsze rody magnackie zamierzały tutaj wybudować swoje rezydencje. Radomyślowi nie było jednak dane się rozwinąć, jak chociażby pobliskiej Dębicy, Mielcowi, czy Tarnowowi. Stał się zapyziałym miasteczkiem, w którym młodzież nie ma przed sobą żadnych perspektyw.

Trzeci mąż Marylin Monroe

Zupełnie inny świat jest w Izbie Pamięci. Już z pierwszej gabloty do gości prezesa Ziobronia uśmiecha się legendarna, pełna seksu blondynka, Marylin Monroe. Ktoś może zadać pytanie, co kuso ubrana piękna gwiazda filmowa ma wspólnego z miasteczkiem? Ale tak naprawdę nie chodzi o nią. Dla prezesa Ziobronia ważniejszą osobą jest obejmujący aktorkę szczupły mężczyzna w okularach.
- Tym mężczyzną jest sławny amerykański pisarz, Arthur Miller - wyjaśnia. - Napisał między innymi “Śmierć komiwojażera”. Jego przodkowie pochodzą z Radomyśla. Nie z Londynu, Moskwy, czy Paryża, ale właśnie z naszego miasteczka.
Od prezesa Ziobronia można się dowiedzieć, że Arthur Miller był dla Marylin Monroe trzecim mężem, a ona dla niego drugą żoną. Zdjęcie pochodzi właśnie z okresu, kiedy byli małżeństwem. Gdyby wówczas przyjechali do Radomyśla, byłaby to sensacja na skalę światową. I niewiele brakowało, a tak by się stało.
Prezes Ziobroń dowiedział się zupełnie przypadkowo że Arthur Miller ma związki z miasteczkiem. Pewnego dnia na radomyskim rynku dorównującym wielkością krakowskiemu zobaczył dwie bardzo dystyngowane, elegancko ubrane osoby, kobietę i mężczyznę. Nietrudno było zgadnąć, że to przybysze z dalekiego świata. Jeszcze bardziej zdziwiło go, że niosą pod pachą jego monografię o Radomyślu. W tej sytuacji nie mógł nie podejść do obcych.
- Zagadnąłem ich i okazało się, że mężczyzna nie zna polskiego - wspomina prezes Ziobroń. - Natomiast kobieta była jego tłumaczką. Z rozmowy, którą z nimi nawiązałem, dowiedziałem się, że nieznajomy jest lekarzem z Paryża. Nazywał się Edward Rosenblatt i był ostatnim żydowskim dzieckiem urodzonym na ziemi radomyskiej. Urodził się dokładnie 5 stycznia 1944 r. Wówczas do zakończenia wojny było już blisko, a co ważniejsze Niemcy do czasu przyjścia armii radzieckiej nie trafili na kryjówkę, gdzie przebywał wraz z matką.
Wkrótce, w wyniku nawiązanej znajomości, prezes Ziobroń wszedł w posiadanie pokaźnych rozmiarów księgi wydanej w językach: angielskim, hebrajskim i jidisz. Prezent otrzymał z Paryża, od matki Edwarda Rosenblatta. Na okładce księgi złotymi literami widniał tytuł: “ Radomysl Wielki and neighbouhood. Memorial Book. Tel-Aviw 1971”.
Mając w rękach taką księgę prezes Ziobroń nie byłby sobą, gdyby jej od deski do deski nie przeczytał, a przynajmniej nie przejrzał. I ku swojemu zaskoczeniu na jednej z jej stronic zauważył nazwisko Arthura Millera. Tak bardzo go to zafrapowało, że zaczął szukać wzmianek o jego rodzinie w różnych dokumentach, które ocalały z pożogi wojen. Poszukiwania nie okazały się daremne. W pożółkłych papierzyskach prezes Ziobroń doszukał się bowiem informacji, że przodkowie Arthura Millera są pochowani na miejscowym cmentarzu żydowskim. Ustalił również, że zginęli podczas likwidacji gminy żydowskiej w lipcu 1942 r. W tej sytuacji nie zawahał się ogłosić tych rewelacji w redagowanej przez siebie lokalnej gazetce, “Ziemia Radomyska”. W Radomyślu Wielkim informacje o tym, że jeden z największych pisarzy amerykańskich ma radomyskie korzenie przyjęto jednak bez entuzjazmu.
- Czy z tego powodu będzie się nam lepiej powodziło? - niektórzy pytali retorycznie.
A co gorsza okazało się, że większość mieszkańców miasteczka pierwszy raz z "Ziemi Radomyskiej" dowiedziało się, że w ogóle taki pisarz, jak Arthur Miller, istnieje. Tylko kilka osób przeczytało jakąś jego książkę.
Prezes Ziobroń nie dał jednak za wygraną i dalej ustalał związki Arthura Millera z Radomyślem Wielkim. Dowiedział się, że pisarz kilkakrotnie wymieniał nazwę miasteczka w swej autobiografii “Zakręty czasu”. Nie minęło kilka dni i pan prezes miał w domu wydanie tej książki po polsku.

Zbyt wiele Radomyśli

Prezes Ziobroń dowiedział się z “Zakrętów czasu”, że Arthur Miller próbował bez skutku odnaleźć Radomyśl, z którego wywodzi się jego rodzina. Mógł o tym przeczytać we fragmencie: “W czasie jednej z wizyt u rodziny Inge w Austrii postanowiliśmy się wybrać do Radomyśla, polskiego miasteczka w okolicach Krakowa, skąd pochodzą moi dziadkowie. Ojciec Inge ochoczo wyciągnął swoje wojskowe mapy i wypatrzył jakiś Radomyśl na Ukrainie. Wkrótce potem zaprosił nas na lunch polski ambasador w Austrii (...) i wesoło oznajmił, że Radomyśl leży w zachodniej Polsce, a nie pod Krakowem. Wtedy wtrącił się Josef twierdząc, że w niegdysiejszych czeskich posiadłościach Schwarzenbergów znajduje się Radomyśl, który świetnie pamięta z młodych lat i że to jest właśnie miejsce urodzenia moich przodków (...)”. Inge była żoną pisarza po Marylin Monroe.
- Radomyśl na Ukrainie jest sporej wielkości miastem i trudno powiedzieć, że leży koło Krakowa - zaczął analizować ów fragment prezes Ziobroń. - Jakieś Radomyśle w Czechach, czy zachodniej Polsce tym bardziej. W grę może wchodzić tylko Radomyśl Wielki, o którym niestety nikt w Austrii nie wspomniał Arthurowi Millerowi. Radomyśl Wielki, który w herbie ma Lewarta, w “Kronikach Długosza” zwanego Walnym, czyli złotego, wspiętego i ukoronowanego lwa na czerwonym polu. Lewarta widniejącego na pieczęci rodowej założyciela miasta - Mikołaja Firleja.
Radomyśl Wielki najpierw był tylko Radomyślem. W 1907 roku z inicjatywy burmistrza Jana Glazara Sejm Galicyjski przyznał miasteczku drugi człon nazwy “Wielki” w celu odróżnienia od Radomyśla nad Sanem i innych miejscowości noszących tę nazwę. - Niestety, nie wiedział tego w Austrii ani polski ambasador, ani nikt inny i dlatego pisarz nie odwiedził stron rodzinnych swoich przodków - doszedł do wniosku prezes Ziobroń.
Nazwisko przodków Arthura Millera występowało między innymi w “Konsygnacji polis do zrealizowania do noty rachunkowej” nr 16 z lat 1922-23. Z innych dokumentów również wynikało, że Radomyśl, którego bezskutecznie poszukiwał trzeci mąż Marlin Monroe, to Radomyśl Wielki. Dlatego, biorąc pod uwagę wszystkie te fakty, prezes Ziobroń zdecydował się wysłać zaproszenie do Arthura Millera. Sam pisarz nie przyjechał, ale wysłał do Polski swojego bratanka, Morty Millera. Na wyprawę do Polski nie miał czasu, ale pokazał w ten sposób, że odnalezienie właściwego Radomyśla bardzo leży mu na sercu.
Prezes Ziobroń pokazał bratankowi pisarza wszystkie stare dokumenty związane z ich rodziną. Oprowadził również po miasteczku i żydowskim cmentarzu. Po tej wizycie Millerowie przestali mieć wątpliwości, z jakiego Radomyśla wywodzą się ich przodkowie. Dlatego wysoce prawdopodobne wydaje się, że miasteczko odwiedzi sam pisarz.

Nie kończąca się lista

Poszukując śladów po Millerach prezes Ziobroń odkrył w starych dokumentach, że na cmentarzu żydowskim w Radomyślu są pochowani przodkowie innego sławnego Amerykanina, scenarzysty i producenta serialu “Przystanek Alaska”, Joshua Branda. Tak więc na liście sławnych ludzi wywodzących się stąd została umieszczona następna osoba. Prezes Ziobroń doniósł o tym w kolejnym numerze “Ziemi Radomyskiej”. Mieszkańcy miasteczka mogli się dowiedzieć, że dziadek producenta serialu, Szyja Brand mieszkał przed II wojną światową przy ul. Rudzkiej i był nawet radnym. Pokaźne dochody przynosiła mu firma przewozowa utrzymująca regularne połączenia autobusowe z Mielcem, Tarnowem i Tarnobrzegiem. W okolicy słynął także jako sprzedawca nafty, którą handlował w budce przy rynku.
Kiedy mieszkańcy miasteczka przeczytali w “Ziemi Radomyskiej”, że twórca “Przystanku Alaska” zamierza z bratem Solem Brandem, mieszkającym na stałe w Izraelu, spotkać się tutaj, bardzo się ucieszyli. W wielu domach nie mówiono o niczym innym, jak o tym, że będą gościć człowieka, który stworzył ich ulubiony serial. Według nich taki pisarz, jak Arthur Miller, chociażby najlepszy na świecie, nigdy nie dorówna twórcy "Przystanku Alaska". Na czytanie książek trudno bowiem znaleźć czas, natomiast na oglądanie telewizji zawsze kilka godzin dziennie można wygospodarować.
Ku rozpaczy wszystkich, do Radomyśla Wielkiego, przyjechał tylko Solem Brand. Natomiast twórca “Przystanku Alaska” zapowiedział, że przyjedzie w innym terminie. W tej sytuacji mieszkańcom miasteczka pozostało oglądać zdjęcie Joshua Branda w jednej z gablot Izby Pamięci.

Tymczasem prezes Ziobroń umieszczał następne nazwiska sławnych ludzi na swej liście. Znaleźli się na niej kolejno:

Tadeusz Łomnicki - aktor, który zagrał pana Wołodyjowskiego. W zbiorach Izby Pamięci znalazła się jego fotografia wraz z dedykacją dla prezesa Ziobronia w podzięce za przypomnienie związków rodzinnych z Radomyślem. Ojciec aktora, Marian Łomnicki i ojciec prezesa, Wojciech Ziobroń w okresie II Rzeczypospolitej razem pracowali na poczcie i przyjaźnili się. Wojciech Ziobroń trzymał nawet do chrztu siostrę przyszłego aktora, Hannę. Dla prezesa Ziobronia najważniejsze jednak jest to, że Tadeusz Łomnicki zadebiutował tu na deskach teatrzyku mieszczącego się w budynku "Sokoła" oraz nauczył się dosiadać kucyka, którego wygrał na loterii doktor Leon Szpigiel.

Jan Łomnicki - reżyser, brat Tadeusza Łomnickiego. Cieszy się on nieco mniejszym uznaniem u prezesa Ziobronia, ale i dla niego znalazło się miejce w jednej z gablot w Izbie Pamięci. Bądź co bądź jest autorem takich filmów dokumentalnych jak “Narodziny statku”, “Suita polska”, “Spotkania z Warszawą” i “Toast” oraz filmów fabularnych “Ocalić Misto” i “Akcja pod Arsenałem”, a przede wszystkim serialu “Dom”. Prezes Ziobroń, jako jeden z pierwszych w Polsce doniósł na łamach “Ziemi Radomyskiej”, że Jan Łomnicki zamierza kręcić dalsze odcinki tego serialu.

Leszek Wosiewicz - kolejny radomyski reżyser, który ma na koncie takie filmy jak “Kornblumenblau”, “Cynga”, a przede wszystkim “Kroniki Domowe’. Dokonań Leszka Wosiewicza prezes Ziobroń nie musi specjalnie tropić, gdyż reżyser nader często przyjeżdża tu pracować twórczo. Z “Ziemi Radomyskiej” mieszkańcy miasteczka mogli się dowiedzieć, że fabuła "Kronik domowych" została w znacznej mierze oparta na przeżyciach reżysera z radomyskiego okresu młodości. Prezes Ziobroń także nie omieszkał poinformować: "W pracach przy filmie został zaangażowany również mieszkaniec naszego miasta, Wiktor Kosla, absolwent Filii Zespołu Szkół Rolniczych w Radomyślu Wielkim.

Biskup Ignacy Jeż - pierwszy ordynariusz diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej. Dla prezesa Ziobronia ważne jest, że przez jakiś czas był przewodniczącym Komisji ds. Środków Masowego Przekazu w Episkopacie Polskim. Obu można nieraz zobaczyć, jak spacerują po miasteczku. Kiedy pewnego razu szli ulicą Targową, prezes Ziobroń powiedział do biskupa Jeża, że według jego informacji, z tej ulicy pochodzi aż pięciu księży.

Na liście sławnych mieszkańców Radomyśla Wielkiego znaleźli się cichociemni: ppłk. broni pancernej Bronisław Brągiel ps. Zarzewie, por. Zbigniew Matula ps. Radomyśl i ppor. Stanisław Sołtys ps. Wójt. Wszyscy trzej byli mocno związani z miasteczkiem. Ppłk. Bronisław Brągiel zasłynął z tego, że był szefem wyszkolenia cichociemnych. Pozostali dwaj zasłużyli na pamięć walcząc w Polsce, por. Zbigniew Matula w okolicach Tarnowa, ppor Stanisław Sołtys na Śląsku.
Na swej liście prezes Ziobroń umieścił także prof. Władysława Ziobronia, wieloletniego prorektora Politechniki Krakowskiej. - Chociaż mieliśmy wspólnego pradziadka, o tym, że znalazł się na mojej liście, zadecydowały tylko jego naukowe osiągnięcia - podkreśla autor listy.

Inne osoby wpisane na listę to lotnicy z Dywizjonu 301: Bolesław Stachoń, Henryk Trybulec i Henryk Mermel. Ostatnio prezes Ziobroń umieścił na niej Sama Saleza - czołowego amerykańskiego kolekcjonera sztuki, Erica Devosa - polityka, o którym coraz głośniej w Kongresie USA. Jeden z zapisów znalezionych w dawnych aktach przez prezesa Ziobronia sugeruje, że rodzina Gulwirthów, która trzyma w swoich rękach rynek szlifowania diamentów, mogła mieć kiedyś ścisłe związki z Radomyślem Wielkim.
Zwiedzając Izbę Pamięci można odnieść wrażenie, że Radomyśl Wielki wydał tylu sławnych ludzi, co żadne inne miasteczko na świecie.
- Gdybym doprowadził do spotkania przynajmniej części z nich, prasa światowa miałaby o czym pisać - marzy prezes Ziobroń.


-> więcej infromacji o Janie Ziobroniu
Powrót | Strona domowa

Mirosław Wnuk © 2006-2003