Autor: Grzegorz Pulit, Gazeta Krakowska, 2002-03-22

Milionerzy na kolanach

Gmina Radomyśl Wielki miała w kraju miano drobiarskiego zagłębia: 78 kurników! A w każdym średnio po 30 tysięcy kur! W latach 70. drobiarze prosperowali znakomicie. To się niestety skończyło
Z początku to było życie! Z jednego rzutu starczyło na nowiutkiego malucha. Z brojlerów wybudowało się dom, oborę, garażÉ Człowiek urobił ręce po łokcie, ale wiedział po co. Teraz haruje jak zawsze, a bieda - jak nigdy. Nie ma się z czego bankom wypłacić. - Jak nas zamkną, to żeby chociaż chcieli razem w jednej celi posadzić - jednak Mieczysławowi Dorociakowi nie za bardzo do żartów.
Radomyśl Wielki zawsze był znany z trzech rzeczy: dużego rynku, samolotu i drobiu. W latach 70. na kurczaki był prawdziwy boom. Fermy rosły w całej gminie jak grzyby po deszczu. Jedziesz przez Dulczę - fermy, przez Zdziarzec - fermy, w Rudzie to samo. Wszędzie niemal identyczne budynki. Długie, niskie, białkowane od zewnątrz, a przy końcu - kominy kotłowni. Mnóstwo ich tutaj.
Helena Cichoń z Wojewódzkiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Boguchwale 28 lat w tym biznesie przepracowała i prawie wszystkie zna na pamięć. Ale nie chce być gołosłowna. - O, tu przygotowałam sobie takie zestawienie - podsuwa notatki. I już wiadomo, dlaczego czternastotysięczna gmina zasłużyła sobie w kraju na miano drobiarskiego zagłębia: siedemdziesiąt osiem kurników! A w każdym średnio po 30 tysięcy kur. Rozmaitych. Rzeźnych albo niosek.

Przebicie jak nigdy

Marian Kuzara postawił na brojlery. Przez przypadek. Pracował wtedy w gminie, w służbie rolnej, to się napatrzył. Rolników z wnioskami o rejestrację fermy przychodziło mnóstwo. Naczelnik miasta i gminy podpisywał je jak leci i zaczynali. Z dobrym skutkiem. - Panie, o takim przebiciu jak wtedy, to się człowiekowi nie śniło - Kuzara na wspomnienie tamtych czasów uśmiecha się od ucha do ucha. Robotę w gminie rzucił niemal bez zastanowienia. Ojciec miał kawałek pola, dwóch wspólników do wymaganego zespołu rolników indywidualnych znalazł bez kłopotu, a kredyt na trzy, góra, cztery procent dawał bank spółdzielczy. Kiedy na "dzień dobry" wzięli trzy miliony, ludzie w Zdziarcu za głowy się łapali. - Gówniarzom dali pieniądze, to roztrwonią.

Auto z Peweksu

Nie roztrwonili. Kurnik był gotów w ciągu roku. W każdej z dwóch hal po piętnaście tysięcy kurczaków, a po ośmiu tygodniach - do skupu. - Jedną halę sprzedawałem w ciągu dnia. Była umowa z zakładami drobiarskimi. Płacili w ciągu kilku dni - Kuzara nie miał powodów do niezadowolenia. Z jednego spośród pięciu, sześciu rzutów, jakie miał w ciągu roku, mógł spłacać kredyt i odłożyć na samochód. - Po fiata 125p jechało się do Rzeszowa, do "Peweksu" - opowiada. Oj, cieszył się wtedy człowiek jak dziecko, a kilkanaście godzin roboty jakby nie doskwierało. W końcu z hodowli był jeszcze dom, oboraÉ Wszystko. Nie było sensu, żeby żona trzymała etat w Rejonie Dróg Publicznych w Stalowej Woli. - Tutaj roboty było dość - Zofia Kuzara objaśnia powody, dla których zrezygnowała z państwowej posady. Przez myśl jej nie przeszło, że kiedyś jeszcze do niej zatęskni.

Deficytowy interes

W marcu mijają 24 lata odkąd Kuzara rozpoczął hodowlę, ale powodów do świętowania nie ma. - Takiego dziadostwa jak dziś, to jeszcze nie było - prowadzi do kurnika. Brudne ściany przydałoby się pomalować, ale kogo dziś na to stać? Jakby nie liczył, na odchowanie jednego rzutu trzeba jakieś 160-170 tys. zł., ale przy dzisiejszych cenach w skupie o zwrocie kosztów można tylko pomarzyć. - Na zero się nawet nie wyjdzie - hodowcy ze Zdziarca oceniają, że co miesiąc tracą na interesie. Jak mają szczęście "do tyłu" są od kilku do kilkunastu tysięcy złotych, jak ich dopadnie pech - nawet kilkadziesiąt.
Kuzara dobrze wie, co to znaczy. "Całej hali" w jeden dzień dawno się mu nie udało sprzedać, a na właścicieli ubojni, od których pieniędzy wydębić nie sposób, trafia regularnie. Na zapłatę czeka się teraz po dwa, trzy miesiące, a na takiego jednego co mu zalegał 200 tysięcy w ogóle nie było siły. Dorociak sentencję wyroku z ciągnącego się trzy lata procesu dokładnie pamięta. - Z sądu przyszło, że działał w dobrej wierze.

Bankowe nakazy

Hodowcy intencje mają identyczne, ale bankom to nie wystarcza. Ot, choćby Anatol Cygan z sąsiedztwa. - Chodź, chodź, powiesz jak było - Kuzara woła kolegę. Mniej więcej przed tygodniem dał ogłoszenie o sprzedaży kurnika. - Przyszedł bank i kazał sprzedać, że niby bez komornika wyjdzie taniej - ot i cała historia, w której Cygan jest tylko jednym z wielu przypadków. Wcześniej padały fermy w Dulczy i w Radomyślu. W sumie spośród ponad siedemdziesięciu kurników nieczynnych jest teraz prawie 30, a pod młotek idzie już nawet domÉ - Dzięki Bogu, że życia sobie rolnicy nie odbierają - Helena Cichoń w ciągu swojej dotychczasowej pracy tak trudnej sytuacji nie pamięta.

Importowe grzechy

Według Głównego Urzędu Statystycznego wszystkiemu winna nadprodukcja, ale w Zdziarcu mówią, że to nieprawda. Prawdziwym nieszczęściem ma być Balcerowicz i Kalinowski. Pierwszy zawinić miał z początkiem lat 90., kiedy oprocentowanie kredytów skoczyło raptem na 60 procent, drugi grzeszy do dziś tolerując masowy import kurczaków. Dorociak szukając zbytu nieraz dzwonił po hurtowniach. - Co? Kurczaki? Nie, nie, dziękujemy. Belgijskich i amerykańskich mamy tu na tony - słyszał w odpowiedzi. Nie było szans, żeby z normalną ceną cokolwiek zwojować. Zamiast stawki gwarantującej choćby związanie końca z końcem, oferowali ceny 20 - 30 procent poniżej granicy opłacalności. A jak się komu nie podoba, toÉ do widzenia.

Bezradni ludzie

Nie było wyjścia. Sprzedawali za grosze, wracali do domu iÉ do roboty. Po szesnaście godzin. - To nie jest życie, to męczarnia - Zofia Kuzara czasem już nie ma siły. Chłop czterdziesty ósmy rok kończy, a morza jeszcze nie widział, ona - na okrągło w starych ciuchach łazi. - Nas niech szlag trafi, ale czemu dzieci winne? - małżonek ciągle się o tę sprawiedliwość ostatnio dopytuje. A jak dzieciaki wspomni, to aż go trzęsie. Bo syn po ogólniaku, córka po licencjacieÉ Oboje dalej by iść chcieli, a tu w portfelu brakuje nawet na internat. - Mam im powiedzieć, żeby się nie uczyli i co? Po dziesięć arów i fiata z "Peweksu" im zapiszę?

Kiedyś jedną "halę" czyli 15 tys. kurcząt sprzedawało się w ciągu dnia. Teraz Dorociak z Kuzarą mogą o tym tylko pomarzyś Fot. autor



Powrót | Strona domowa

Mirosław Wnuk © 2006-2003